Na pohybel

sierpień 28, 2008 · 1 komentarz

Tiruriru, jak to mawia taka jedna blondynka. No to się porobiło, Czesiu – najprawdopodobniej wyjadę z Poleczki naszej kochanej, może do Francji, może do UK – kto wie? Poza tym pisze se: właściwie nie wiem jeszcze co to ma być, czy książka w kioskowym rozumieniu tego słowa – raczej strumień świadomości + cut up. Zobaczymy. Łażę jak ta menda ostatnia po parkach i skwerkach wieczorami, Coraz mniej mi się chce w mieście mieszkać – najchętniej to bym się gdzieś zaszył (niekoniecznie esperalem), na zadupiu jakimś siedział, tam pisał książki, palił w piecu i urządzał wieczorne spacery opuszczonymi parkami pełnymi liści i zapachu jesieni. Pasuje to wszystko do opisu szpitala neuropsychiatrycznego pod Krakowem.

To chyba jeszcze nie starość, choć ochota na bans mi przeszła mocno. Zatłoczone kluby, maniury, czapeczki, dredziki , koraliki i chuj wie co jeszcze – nuda. Skapłem się, że więcej jest esencji czasem jak siedzisz gdzieś na opuszczonym dworcu w nocy ,na jakimś mini-zadupiu, niż w tym wyglajcowanym do ostatniej kropelki miejskim życiu szczurka przechodzącego z klateczki do klateczki.

Kategorie: Uncategorized