No i tak siedze w kafejce spacja mi ledwo dziala i pozostale klawisze zreszta tez. Przyszedlem tu bo w bibliotece mi koles do monitora zagladal, wygladal na anglika ale nigdy nic nie wiadomo – moze polak a ja tu chce wypisywac jakies tego …
Na uszach lustmord aby zagluszyc i zminimalizowac wszystkie bodzce z otoczenia zadnych kurwa ludzi, zadnych oczu na chwile troche prywatnosci w tej zasyfialej podrzednej internetowej klicie.
Blogoslawienstwo pracy zarobkowej 5 dni w tygodniu dopadlo rowniez mnie razem z ruchomym grafikiem : czyli zero zycia wlasnego – na smyczy przez caly czas. Nie jestem w stanie nic zaplanowac, nic zrobic sensownego. Ciesze sie tymi dniami wolnymi jak male dziecko z samego faktu, ze moge dluzej pospac lub polezec z ksiazka na trawie. Co z tego ze pracuje na soho, serwuje zdrowe napoje Trickiemu, Jonsowi Donowanowi lub Brusowi Dickensonowi z Iron Maiden – pierwszy wstrzas jest mocny ty tu sobie stoisz i nagle przychodzi ni z tego ni z owego ktos kogo tylko z telewizji znasz lub z gazet w swoim malym zapomnianym polskim kraju a oni tu istnieja, chodza, smieja sie bez bodygardów bez limuzyn czy helikopterow normalnie calkiem na luzie i ty nie dajesz im poznac ze kumasz ze on to on zeby sie nie ploszyli i bylo luzno.
Medytuje. Zajelem sie na powaznie Vipassana, mialem w zyciu wiele podejsc do roznych takich rzeczy i po jakims czasie chuj mnie strzelal i dawalam sobie spokoj, tym razem jest inaczej poddanie jest bardziej dotkliwe niz nieustanne proby nawet jezeli nie od razu z jakims sensownym rezultatem.
Obserwuje podczas sesji natlok mysli ciagle i ciagle sie przewijajacy, bodzców, tych samych schematów, reakcji psycho-fizjiologicznych i prawie niemozliwoscia jest dla mnie skupienie sie na paru oddechach tak po prostu oddechach bez interpretacji, analizy bez umyslu i jego gadaniny na samym doswiadczeniu. W momencie skupenia umysl wykonuje takie ruchy, ze nie wiem gdzie w tym wszystkim jest tzw “ja” to sie po prostu odbywa - dzieje sie, setki roznych scenariuszy biora gore i same sie mysla, kwitna, dzieja, zabierajac moja uwage z oddechu. Inna kwestia jest po prostu obserwowanie oddechu bez manipulowania nim – a to juz jest jakas mordega. Na pierwszy rzut oka nie da sie nie manipulowac czyms co jest naturalne jednoczesnie – bedac tego swiadomym – od tak po prostu odpuscic, to ciagla bitwa pomiedzy odpuszczeniem i ponowna ingerencja – obie sa tylko strategiami umyslu, zdaje mi sie, ze gdyby dojsc do momentu po prostu obserwacji bez manipulacji doszlo by sie do sporego spokoju.
Te same procesy zachodza caly czas w moim zyciu – obserwacja odechu jest tylko obserwacja w minitaurze moich mechanizmów – zachowan, mojego zycia – tego w jaki sposob je przezywam. Intelektualnie i moze troszeczke wiecej zdalem sobie sprawe, ze tak naprawde moge polozyc na to lache ze w wiekszosci przypadków mysl sie po prostu pojawia i znika razem z reakcja fizjologiczna – jezeli sie nie podtrzymuje tego utozsamianiem sie z nia Moment utozsamienia sie z tym ciaglym przeplywem nazywamy “soba” – “nami”
I tak naprawde caly czas przybieramy jakas forme utozsamiajac sie to z tym to z tamtym mysloksztaltem lub uciekajac od niego bojac sie go szukamy ucieczki w innym. Przylepiamy sie do formy o ktorej tyle pisale Gombrowicz – ktorej tak sie chyba bal.
I tak wiele mi pomogl Witold G i jego ksiazka “Testament” wiele mi wyjasnila o mnie samym o tym co te prawie 30 juz lat tutaj wyprawiam. Zobaczylem w paru aspektach w nim siebie – swoje zach0wanie – to ciagle noszenie przeze mnie uwierajaych masek zawsze bylo to dla mnie przeklenstwem – czyms koniecznym do przetrwania – w wiekszosci przypadków znajdowalem sie zazwyczaj w miejscach – okolicznosciach w ktorych swiadomie musialem w jakim tam stopniu grac cos lub kogos w reakcji na kogos. Nie mowic np wszystkiego do konca bo ktos tam np nie zrozumie itd itd i nie chodzi o jakies tam gloryfikowanie siebie – bo to meka, ale o to ze splot doswiadczen, okolicznosci, itd sprawil ze rozwijalem sie niemal samemu chadzajac w sensie fizycznym, psychicznym jak i zyciowym rozdrozami co dalo mi szersza perspektywe od niektorych ludzi ktorych spotykalem na swojej drodze, otoczony bylem okolicznosciami i ludzmi z tzw calkiem innej bajki z nizin – tam tez gdzie szukal i przebywal Gombrowicz jak sie dowiedzialem po przeczytaniu testamntu. Nie wiem moze moje decyzje – malo popularne czesto powodowaly te okolicznosci. Byc moze to kwestia jakiegos nieuswiadomingo narcyzmu lub innego wypaczenia.
Z tad pochodza te maski ten “kameleonizm “
Chcialbym w koncu miec spokoj, zasiasc sam w ciszy do laptopa i skonczyc to co juz zaczelem pisac. Ta przemozna chec wylania - wylewa mi sie juz uszami.
Cholernie tesknie za przyroda za polska moze? gdy tu przyjechalem mysl o polsce przyprawiala mnie o wymioty. Londyn jest spoko na jakis czas, ale nie chcialbym tu mieszkac na dluzej.