Wpisy od lipiec 2009

ferdysmerdy

lipiec 26, 2009 · 4 komentarzy

No i tak siedze w  kafejce spacja mi ledwo dziala i pozostale klawisze zreszta tez. Przyszedlem tu bo w bibliotece mi koles do monitora zagladal, wygladal na anglika ale nigdy nic nie wiadomo  – moze polak a ja tu chce wypisywac jakies tego …

Na uszach lustmord aby zagluszyc i  zminimalizowac wszystkie bodzce z otoczenia zadnych kurwa ludzi, zadnych oczu na chwile  troche prywatnosci w tej zasyfialej podrzednej internetowej klicie.

Blogoslawienstwo pracy zarobkowej 5 dni w tygodniu dopadlo rowniez mnie razem z ruchomym  grafikiem : czyli zero zycia wlasnego – na smyczy przez caly czas. Nie jestem w stanie nic zaplanowac,  nic zrobic sensownego. Ciesze sie tymi dniami wolnymi jak  male dziecko z samego faktu, ze moge dluzej pospac lub polezec z ksiazka na trawie.    Co z tego ze pracuje na soho, serwuje   zdrowe napoje Trickiemu, Jonsowi Donowanowi  lub Brusowi Dickensonowi z Iron Maiden – pierwszy wstrzas jest mocny ty tu sobie stoisz i nagle przychodzi ni z tego ni z owego ktos kogo tylko z  telewizji znasz  lub z gazet w swoim malym zapomnianym polskim kraju a oni tu istnieja,  chodza,  smieja sie bez bodygardów  bez limuzyn czy  helikopterow  normalnie calkiem na luzie  i ty nie dajesz im poznac ze kumasz ze on to on zeby sie nie ploszyli i bylo luzno.

Medytuje. Zajelem sie na powaznie Vipassana, mialem w zyciu wiele   podejsc do roznych takich rzeczy i  po jakims czasie chuj mnie strzelal i dawalam sobie spokoj,  tym razem jest inaczej  poddanie jest bardziej dotkliwe niz nieustanne proby nawet jezeli nie od razu z jakims sensownym rezultatem.

Obserwuje podczas sesji natlok mysli ciagle i ciagle sie   przewijajacy, bodzców,  tych samych schematów, reakcji psycho-fizjiologicznych i prawie niemozliwoscia jest dla mnie skupienie sie na paru oddechach tak po prostu oddechach bez interpretacji, analizy bez umyslu i jego gadaniny na samym doswiadczeniu. W momencie skupenia umysl wykonuje takie  ruchy, ze nie wiem  gdzie w tym wszystkim jest tzw “ja” to sie po prostu odbywa -  dzieje sie, setki roznych scenariuszy biora gore i same sie mysla, kwitna, dzieja, zabierajac moja uwage z oddechu. Inna kwestia jest po prostu obserwowanie oddechu bez manipulowania nim – a to juz jest jakas mordega. Na pierwszy rzut oka nie da sie nie manipulowac czyms co jest naturalne jednoczesnie – bedac tego swiadomym – od tak po prostu odpuscic, to ciagla bitwa pomiedzy odpuszczeniem i  ponowna ingerencja – obie sa tylko strategiami umyslu, zdaje mi sie, ze gdyby dojsc do momentu po prostu obserwacji bez manipulacji  doszlo by sie do  sporego spokoju.

Te same procesy zachodza caly czas w moim zyciu  – obserwacja odechu jest tylko obserwacja w minitaurze moich mechanizmów – zachowan, mojego zycia – tego w jaki sposob je przezywam. Intelektualnie i moze troszeczke wiecej zdalem sobie sprawe, ze tak naprawde moge polozyc na to lache ze   w wiekszosci przypadków mysl   sie po prostu pojawia i znika razem z reakcja fizjologiczna – jezeli sie  nie podtrzymuje  tego utozsamianiem sie z  nia Moment utozsamienia sie z tym ciaglym przeplywem nazywamy “soba” – “nami”

I tak naprawde caly czas przybieramy jakas forme utozsamiajac sie to z tym to z tamtym mysloksztaltem lub uciekajac od niego bojac sie  go szukamy ucieczki w innym. Przylepiamy sie do formy o ktorej tyle pisale Gombrowicz – ktorej tak sie chyba bal.

I tak wiele mi pomogl Witold G i jego  ksiazka “Testament” wiele mi wyjasnila o mnie samym o tym co te prawie 30 juz lat tutaj wyprawiam. Zobaczylem w paru aspektach w nim siebie – swoje zach0wanie – to ciagle noszenie przeze mnie uwierajaych masek zawsze bylo  to dla mnie przeklenstwem – czyms koniecznym do przetrwania – w wiekszosci przypadków znajdowalem sie zazwyczaj w miejscach – okolicznosciach w ktorych swiadomie musialem w jakim  tam stopniu grac cos lub kogos w reakcji na kogos. Nie mowic np wszystkiego do konca bo ktos tam np nie zrozumie itd itd i nie  chodzi o jakies tam gloryfikowanie siebie – bo to meka,  ale o to ze  splot doswiadczen, okolicznosci, itd sprawil ze  rozwijalem sie niemal samemu  chadzajac w sensie  fizycznym, psychicznym jak i zyciowym rozdrozami  co dalo mi  szersza perspektywe od niektorych ludzi ktorych spotykalem na swojej drodze, otoczony bylem okolicznosciami i ludzmi z tzw calkiem innej bajki z nizin – tam tez gdzie szukal i przebywal Gombrowicz jak sie dowiedzialem po przeczytaniu testamntu. Nie wiem  moze moje decyzje – malo popularne czesto powodowaly  te okolicznosci.  Byc moze to kwestia jakiegos nieuswiadomingo narcyzmu lub innego wypaczenia.

Z tad pochodza te maski  ten “kameleonizm “

Chcialbym w koncu miec spokoj, zasiasc sam w ciszy do laptopa i skonczyc to  co juz zaczelem pisac. Ta przemozna  chec wylania -  wylewa mi sie juz uszami.

Cholernie tesknie za przyroda  za polska moze?  gdy tu przyjechalem mysl o polsce przyprawiala mnie o wymioty. Londyn jest spoko na jakis czas, ale nie chcialbym tu mieszkac na dluzej.

Kategorie: Uncategorized